Surowa mina testerki

Podnóżek – czy przejdzie testy wygody?

Podnóżek po renowacji przechodzi surowe testy: 

W poprzednim poście pisałam, że po odnowieniu podnóżek wydał mi się niedokończony, nijaki. Miałam pomysł, aby go ozdobić naszywając guziki. Mniej więcej tak:  Więcej…

Renowacja tapicerowanego podnóżka

Renowacja tapicerowanego podnóżka

Zakończywszy renowację foteli Chierowskiego poczuliśmy się mocarzami w tapicerstwie ;)
Oprócz zapału i dobrego samopoczucia pozostało nam jeszcze trochę materiałów: gąbka, owata, klej i kupione wcześniej resztki tkanin obiciowych. Chciałam je wykorzystać przy szybkiej odnowie bardzo nam potrzebnego mebelka: podnóżka. Na targowisku często spotykamy podnóżki niezbyt różniące się konstrukcją czy wymiarami, więc łatwo było wybrać kandydata. 

Usuwanie starego obicia

nie było przyjemne: stołeczek kupiony w obwoźnym salonie antyków pod chmurką, a że z tej chmurki ostatnio padało, pokrycie zatęchło. Fuj. Na dworze było to niewyczuwalne, gorzej podczas pracy w piwnicy. Na szczęście stare gwoździki dały się dosyć sprawnie wyjąć obcęgami. Potem śmierdzące materiały poszybowały do śmieci, a podnóżkiem zajął się Zbyszek. Usunął sprężyny, zamiast nich na spodzie przybił plecionkę z taśmy. Wybił nóżki, wyczyścił drewno cykliną, a potem szlifierką, skleił i pomalował stelaż. Ze starego podnóżka pozostały tylko drewniana ramka i nóżki. Oraz idea :D

Następnego dnia tapicerowanie:

na taśmy dałam mocny materiał jako podkład, do tego przykleiłam gąbkę a potem nałożyłam owatę. Na pokrycie wybrałam neutralną tkaninę, dopasowaną do foteli i wystroju naszego pokoju dziennego: dobrą gatunkowo szenillę w kolorze złamanej bieli. Brzeg materiału podwinęliśmy pod spód i przymocowaliśmy zszywkami. Najlepiej robić to w dwie osoby – ja naciągałam, a Zbyszek przybijał, potem już tylko pozaszywałam zakładki. Nie używałam maszyny do szycia, na rogach są zakładki zaszyte ręcznie.

Efekt:

Podnóżek wyszedł zgrabny, wygodny, starannie wykończony i… nijaki. Niby taki ma być, nie wyróżniać się we wnętrzu bogatym we wzory i kolory, ale trochę brakuje mu sznytu – detalu nadającego charakter. Takim detalem będą guziki, ale na nie podnóżek musi jeszcze zaczekać. 

Kupiony w piątek, już w sobotę wieczorem w użyciu. Szybki zakup, szybka metamorfoza niewielkim wysiłkiem, 100% funkcji i wygody. Bardzo fajny mebelek, w szałowym obiciu i kolorze miałby szansę zabłysnąć, pewnie jeszcze parę stołeczków odnowimy.

Odnowione fotele Chierowskiego 366 w etnicznej tapicerce

Fotele Chierowskiego w stylu suzani

Entuzjazm po zakupie foteli Chierowskiego 366 i wstępnym oczyszczeniu drewna stelaży wygasł na dosyć długo. Na czas wakacji wyprowadziliśmy się na wieś, brak było czasu i okazji aby dokończyć pracę, ale przede wszystkim nie mogłam się zdecydować, jak mają one ostatecznie wyglądać. 
Oferta aukcji i sklepów tapicerskich rozczarowywała: nie widziałam tkaniny pasującej do stylu foteli i naszych mieszkań oraz równocześnie dobrej jakości i w znośnej cenie. Wahałam się, czy pójść po linii najmniejszego oporu i dać pospolitą, lecz bezpieczną jodełkę albo pepitkę, czy kupić gładki welur w głębokim kolorze kamieni szlachetnych, czy może zaszaleć ze wzorami. Ostateczny wzór podobał mi się od początku, tylko… brakowało odwagi ;)

Zniechęcenie najdobitniej dało o sobie znać, gdy nadarzyła się okazja kupna oryginalnych skandynawskich foteli w dobrym stanie i z poduchami nakładanymi na drewniany stelaż. Obszycie takich poduch byłoby pestką w porównaniu z nieznaną nam jeszcze pracą przy tapicerce modelu 366. Myślałam sobie: „mielibyśmy ciekawe, niepospolite fotele, inne niż nasza PRL-owska masówka… w internetach pełno chierowskich i lisków w  szarościach czy opartowych drukach… nuuuuda… gdzie ten hipsterski indywidualizm…”

Po odnowieniu widać wszystkie atuty foteli 366,

powód ich ogromnej popularności w latach 60-70tych oraz obecnie: zgrabny, proporcjonalny kształt nieprzytłaczający w niewielkich wnętrzach, smukłość nóżek, lekkość i ergonomia. Fotele są dla nas jedyne i niepowtarzalne – włożona praca i serce nadają im wartość emocjonalną, a oryginalna tapicerka – ciekawy wygląd.

Dla swoich foteli wybrałam obicie nawiązujące do wzorów suzani.

Suzani to bogato haftowane środkowoazjatyckie tkaniny dekoracyjne. W Uzbekistanie, Tadżykistanie, Kazachstanie od pokoleń kobiety wyszywały wzory solarne, symetryczne okręgi, motywy z rajskiego ogrodu na kapach i zasłonach będących ważną częścią posagu panny młodej, przynoszących szczęście i stanowiących lokatę kapitału. O fotelach w obiciu suzani można jeszcze poczytać i pooglądać na blogu Odnawialnia

Motywy suzani na „moim” żakardzie ugrzeczniono, dostosowano do wymogów  masowej produkcji i tkaniny z metra, ale nadal można rozpoznać charakterystyczne cechy: bajeczne kolory, stylizowane rozety, liście i wzory kwiatowe. Etniczne, wyraziste wzory miały ożywić prowizorycznie urządzony dom na wsi, lecz po ustawieniu ich w naszym pokoju dziennym zapragnęłam zostawić je na dłużej. Pasują do teakowej ławy przykrytej albańskim ludowym kilimem, a nawet nie gryzą się z wełnianym dywanem w orientalne wzory. Jednak takie natężenie wzorów przytłacza niewielki pokój. Aby fotele zostały, trzeba odświeżyć wystrój. Wymienić dywan i wstawić inny stolik pod telewizor. Stare fotele wyjadą na wieś i dostaną nowe, jasne pokrycia. Na to potrzebny jest czas i akceptacja męża. Na razie prezentuję zdjęcia foteli na tarasie, a w poprzednim poście – w kuchni, na tle błękitnej ściany.

Po długaśnym wstępie, czas na meritum: subiektywna ocena pracy.

Będzie krótko: jestem zadowolona. Bardzo. Pierwsze meble tapicerowane odnowione przez nas i do tego z pełnym powodzeniem. Sukcesem jest nauka, ale i wykonanie: mogę wskazać parę drobiazgów, które dałoby się zrobić lepiej, ale są to naprawdę drobiazgi. Tapicerowanie pierwszego fotela trochę trwało, za to drugi poszedł migiem. Najwięcej czasu i nieprzyjemnej, brudnej pracy wymagało czyszczenie, szlifowanie drewna, usuwanie starej tapicerki, wyjmowanie gwoździ i zszywek. Potem już jest szybciej i czyściej: malowanie, szycie, klejenie gąbki. Nabraliśmy chęci na więcej: teściowa ma dwa chierowskie, a został jeszcze kawał drogiej pianki. Stare meble uzależniają.

Nie lubię nic marnować – z resztki materiału uszyłam poduszkę, do wypełnienia użyłam ścinków pianki oraz owaty. Takie wypełnienie jest dużo sztywniejsze i lepiej wygląda niż kupne wkłady, w których włóknina zbija się w niekształtne kłębki. Jak to mówią w lengłydżu: recykling i upcykling na 100% :)

 

tapicerka dla fotela chierowskiego

Fotel Chierowskiego 366, tapicerka

Po przerwie wróciliśmy do naszych foteli Chierowskiego. Przed wakacjami mnóstwo pracy włożyliśmy w oczyszczenie drewna. Ponieważ drewno było ładnie zachowane Zbyszek polakierował je bezbarwnym lakierem akrylowym o satynowym wykończeniu powierzchni. Stelaż siedziska również został gruntownie wyczyszczony: wyjęliśmy gwoździe i zszywki mocujące kolejne warstwy tapicerki, Zbyszek zeszlifował resztki kleju tapicerskiego. Na gruntownie oczyszczony stelaż i pasy przybiłam gwoździkami (nasz taker nie dał rady twardemu bukowemu drewnu, zamiast wbijać zszywki zgniatał je) mocny materiał (ten w panterkę :O lewą stroną do góry) do którego została przyklejona gąbka.

Kupiłam piankę tapicerską o najwyższej dostępnej na Aledrogo gęstości: T35 w płacie 200x120x5 cm. Wystarczyłoby jej na cztery fotele. Szablon siedziska odrysowałam wcześniej ze stelaża, przydał się też do wykrojenia materiału. Przy cięciu gąbki sprawdził się ząbkowany nóż do pieczywa. Potem przymiarka i klejenie. Użyłam kleju tapicerskiego w spreju: wygodny, łatwo i szybko klei, nie śmierdzi drastycznie. Niewielkie wystające poza stelaż kawałki gąbki docięłam nożem. Sznurki do zamocowania guzików są przywiązane do gwoździ  przybitych do stelaża, a potem przeszyte przez gąbkę i materiał. Gąbkę otuliłam włókniną (ocieplaczem o grubości 2cm) przybitą do stelaża. Do oparcia z tyłu jest przybity kawałek wycięty z płyty pilśniowej (widoczny na czwartym zdjęciu, pod nożyczkami).

Na obicie wybrałam hiszpański żakard z etnicznym wzorem. Tkanina miała aż 260 cm szerokości, co ułatwiło rozmieszczenie wykroju. Części układałam aby zachować symetrię oraz identyczny układ wzoru na obu fotelach. Dodatkowo trzeba skroić pasy materiału na boki fotela oraz na tył. Gdy korzysta się z oryginalnie obitego fotela można starą tapicerkę można ostrożnie odpruć, wyprać i wyprasować, a potem przygotować na jej podstawie wykrój. Ja nie miałam zaufania do dokładności odwzorowania wykroju przy nieoryginalnej tapicerce. Odrysowany ze stelaża wzór przyłożyłam do obitego gąbką fotela i naniosłam poprawki. Tak skrojone i zeszyte części pasują idealnie – widać to na dwóch ostatnich zdjęciach. Oczywiście to jeszcze nie koniec – fotel wymaga dopracowania szczegółów: wykończenia tyłu, przykręcenia śrub mocujących nóżki, przybicia spodu. No i do obszycia został jeszcze bliźniak, drugi z zakupionych foteli Chierowskiego. Myślę, że przy zdobytym już doświadczeniu oraz przygotowanych częściach pójdzie nam szybko.

Czyszczenie drewna opalarką

Fotel Chierowskiego 366, czyszczenie drewna

Czyszczenie drewna – druga część opisu renowacji foteli Chierowskiego 366

Pierwszy fotel został rozkręcony, a stary lakier ze stelaża wstępnie usunięty niedługo po zakupie. Mechaniczne czyszczenie drewna – cykliną i szlifierką oscylacyjną było dosyć żmudne. Twardy lakier dwuskładnikowy z trudem dało się zeszlifować, a papier ścierny szybko się zużywał. Ostateczne ręczne szlifowanie papierem trudniej dostępnych zakamarków też wymagało trochę wysiłku. Pomimo tych trudności drewno jest wyszlifowane i w zasadzie gotowe do ponownego lakierowania.
Bardzo lubię dotyk surowego, oszlifowanego drewna – jest gładkie i miękkie równocześnie, ma przyjemny, świeży kolor. Aż szkoda malować. Powierzchnie należy jednak zabezpieczyć przed brudem czy wilgocią. W jaki sposób – myślimy :) Więcej…

fotele Chierowskiego 366 do renowacji

Fotele Chierowskiego 366

Najbardziej hipsterską metodą na zdobycie peerelowskich mebli jest uratowanie ich ze śmietnika. Wynajdowanie mebli pod altankami jest na blogach wnętrzarskich powodem do dumy i wywołuje podziw oraz zazdrość innych blogerek ;)

Można też przeszukać rodzinne strychy i piwnice. Na ten przykład, moi rodzice niczego nie wyrzucają. A mieli eleganckie meble art-deco. Stół w orzechowym fornirze, obecnie u nas w jadalni, stał kiedyś w głównym pokoju i nigdy (poza uroczystościami rodzinnymi) z niego nie korzystano. Orzechową biblioteczkę pewnie też weźmiemy. Świetna serwantka, oddana rodzinie, dziś jest w marnym stanie. Zgrabnych foteli jednak nie mieliśmy, a przydałyby się do sypialni dziewczyn.

Kolejna metoda – ogłoszenia. Koszmarnie drogo – ponad sto złotych za połamany wrak  wyciągnięty z komórki albo spod płotu. Standardowa cena 200 zł. Kupuje ktoś za tyle? Serio? Zapotrzebowanie wynika zapewne z mody na design PRL i wygody, których fotele Chierowskiego 366 są wzorcem, ale niektórzy handlarze i potomkowie właścicieli przesadzają. Nasze foteliki kupiliśmy taniej w komisie meblowym w Łodzi. Typowa procedura: ogłoszenie na OLX, telefon, rezerwacja i następnego dnia jedziemy po mebelki.

Stan – nie najgorszy, drewno bardzo ładnie zachowane – oryginalny lakier pomazany jakąś farbą, ale to i tak jest do zeszlifowania. Brak wgnieceń, stabilna konstrukcja, nie ma zacieków i, często widywanych na zdjęciach z renowacji, plam wokół śrub. Drewno można będzie zostawić w naturalnym, jasnym kolorze. Tapicerka wymieniona na styl „późny Gierek, wczesny Jaruzelski”. Więcej…

balkon w stylu boho

Balkon w stylu boho

Balkon boho na bogato ;) Stylizacja chwilowa, z rupieci, niezobowiązująca, więc zabawiłam się w total boho: szał kolorów i dodatków z własnoręcznie wykonanym łapaczem snów na ścianie :) Swobodny, beztroski styl bohemian stanowi świetną scenerię do wypoczynku i zabawy.
Na zdjęciach jest stan „przed i po” przemianą pustego po zimie (długa ta zima, aż do maja ;) ) balkonu na przytulny, wygodny zakątek. Na szczęście taras nie wymagał szczególnych przygotowań: solidne deski na podłodze, drewniana balustrada i (niewidoczny na zdjęciach) dach z szerokim okapem stanowią podstawę letniego pokoju. Nie ma obawy, że mebelki lub rośliny zostaną zniszczone przez deszcz, więc wystawiłam balkonowe fotele, kilka już posiadanych drobiazgów, dodałam oświetlenie choinkowe i piękne tkaniny.

Oto najważniejsze elementy stylizacji bohemian na balkonie:

Rękodzieło i naturalne materiały

Plecionki, wiklina, meble wykonane przez stolarza lub samodzielnie. Ceramika, gliniane donice, drewniane skrzynki na kwiaty. Modne palety i skrzynki po jabłkach też pasują. Rattan, ostatnio obciachowy i niemodny, znakomicie wpisuje się w styl boho.
Plastikowe doniczki, tak powszechne i wygodne są niedozwolone. Starałam się je zasłonić. Średnio skutecznie…

Tkaniny

Mnóstwo barwnych tkanin, najlepiej ręcznie wykonanych. Wzory etniczne, kwieciste, pasiaste, geometryczne we wszelkich zestawieniach. Hafty, dzianiny, szydełkowe ażury. Najlepiej wydziergać samodzielnie lub wyszukać w second handzie. Poduszki, kilimy, dywany rozkłada się wszędzie – dla wygody i atmosfery.
Wrzuciłam parę poduszek, stół przykryłam batikowa chustą, oryginalny indonezyjski batik leży na oparciu fotela.

Starocia

Wszelkie stare, używane, naznaczone czasem przedmioty. Wyszperane na targach staroci, wydobyte z piwnic i strychów, a nawet uratowane ze śmietnika. Cenne pamiątki obok rupieci, pozornie nie pasujące, swobodnie zestawiane w artystyczną kompozycję.
Uwielbiam polowanie na rzeczy „z duszą”. Na rynku można za grosik kupić skarby, porozmawiać bez pośpiechu ze sprzedającymi, spotkać znajomych, którzy czasem ze zdziwieniem, lub lekceważeniem patrzą na takie łowy :) Łupem upolowanym na targu staroci jest masywna mosiężna taca motywem łodyg bambusa – idealnie w stylu boho oraz aluminiowa patera, bardziej glamour – wszak bohemian pozwala na łączenie sprzeczności.

Rośliny

Kwiaty to podstawa, najlepiej gąszcz izolujący od otoczenia, kojarzący się z dżunglą, egzotyczną przyrodą.
Pelargonie i surfinie wsadziłam na początku maja, więc zdążyły się rozrosnąć, bluszcz i szeflerę wyniosłam z pokoju – świeże powietrze bardzo dobrze im zrobi. Pelargonie rosną też w skrzynkach od zewnątrz, dla dekoracji domu.

Oświetlenie

Światło tworzy klimat, najlepsze są oprawy nietypowe lub egzotyczne lampy. Klasyczne marokańskie lampy z ażurowego metalu, wintagowe żyrandole, sznury lampek choinkowych. I żywy płomień: lampki, latarenki, świece.
Jedynym, i całkowicie wystarczającym, oświetleniem balkonu podczas zdjęć wieczorem były lampki, świece i tealighty. W kadrach nie zmieściła się latarenka w kształcie czerwonej gwiazdy, też łup z rynku. Za to mam nadzieję, ze bajkowy klimat załapał się na zdjęcia :)

Mnóstwo informacji o bohemian zamieściła Kasia na blogu Conchitahome, oraz Lu z Enjoyourhome, o balkonie w stylu boho można przeczytać u Pauliny z bloga Stylerecital, i na koniec mój ulubiony, choć już nie aktualizowany blog Domowo.
Opis, jak powstawało zdjęcie stołu oświetlonego lampkami we wpisie: Wieczorna scena z klimatycznym oświetleniem

Czerwona sciana

Pastelowa czerwień ściany

Kompozycja w kolorze jarzębiny wita (straszy?) gości wchodzących do naszego domu na wsi.
Ścianę na osi domu, naprzeciwko drzwi wejściowych pomalowaliśmy farbą „Jesień jarzębinowa”, aby utrzymać spójność kolorystyczną resztkę farby (co za wydajność :) ) wykorzystaliśmy na obudowę kominka. Reszta – niemrawe beżyki (w tej chwili ponoć najmodniejszy kolor taupe) i złamana biel. Czyli ściany były pierwsze, a do nich dobieraliśmy meble i wyposażenie zgodnie z zasadą – ma być prosto, eklektycznie i tanio. Na razie mamy podstawowe sprzęty i ozdobniki stopniowo wyszukujemy na wyprzedażach i targach staroci; jak plakat z reprodukcją okładki „Utopii” zaprojektowanej przez Michaela Prechtla. Rozglądam się za ciekawą lampą stojącą, tkaniną na poduszki. Ławka miała być przemalowana na kremowo, ale niezbyt podobał mi się odcień kupionej farby, a rodzina stwierdziła, że skoro jest nowa to szkoda ją ruszać. Zaszaleję z malowaniem ławki, gdy ściana będzie w spokojniejszym kolorze.

Sprawy techniczne: zdjęcia robione na szybko, bez statywu i przygotowania przy niskim słońcu, zatem parametry ekspozycji dostosowane do zastanego światła: stosunkowo wysokie ISO, niska przysłona, a zatem niedostateczna głębia ostrości. Kadry niejednolite kolorystycznie ze względu na różne barwy światła z zewnątrz. Przepalenia lasu i tarasu na zewnątrz, teoretycznie możliwe do usunięcia poprzez złożenie paru klatek o różnej ekspozycji, wydają mi się dopuszczalne, HDR-y mogłyby tu wyglądać nienaturalnie; przepalenia na poduszkach – hmmm… Odbicia w szybie można, gdyby ktoś się uparł, zlikwidować filtrem polaryzacyjnym, mnie nie przeszkadzają, „światełka” wokół ławki na pierwszym zdjęciu to nie błąd optyki, lecz promienie załamane w szybkach drzwi :) Na tym zdjęciu widać, niestety nie zauważoną przeze mnie podczas obróbki, dystorsję Tamrona 17-50 (jako wybrzuszenie na górze i dole ramki). Zresztą irytujące niedokładności perspektywy widać też na innych zdjęciach, a wcześniej, podczas prostowania były one niezauważalne. Tak jest, że na zdjęciu w pomniejszeniu lepiej widać krzywość, niż na dużym nawet z nałożoną siatką.

Może kiedyś pozwolę sobie na poważniejszą sesję fotograficzną, z zaplanowanymi i dobrze skomponowanymi kadrami, w przygotowanym i wystylizowanym mieszkaniu, z czerwonymi kaloszami „niedbale” ustawionymi pod ścianą i pięknym światłem. Na razie poszukuję ciekawych lamp do tego wnętrza :)