tapicerowany podnóżek i kot

Pikowany podnóżek – już odnowiony

Pierwszy z dwóch podnóżków gotowy do oceny: jak zwykle prezentuje i testuje Kota. Internetowa bestia lubi wygodę i wie, że na fejm w necie trzeba zapracować (zapozować) :)

Neutralna tkanina w ciepłym beżu wymaga ozdobnej formy, więc tym razem zdecydowałam się na pikowanie. Nie chciałam, aby materiał był zmarszczony, więc guziki dociągnęłam niezbyt silnie, za to obicie podczas przybijania do ramy naciągałam bardzo mocno. Na zdjęciu detalu widać zmarszczkę – pierwotne naciągnięcie zostało mocniej naciągnięte i przybite drugim rzędem zszywek. Jest sztywno i dosyć kiełbasiasto ;) niestety siedzisko straciło oryginalny wklęsły kształt. Drugi podnóżek obszyję tym samym materiałem, ale raczej w inny sposób. Być może wybiorę cieńszą i twardszą gąbkę (tu używałam resztek po Chierowskich: gąbki o twardości T35 i grubości 5 cm)  i brzeg wykończę wypustką.

Tapicerowanie takich drobiazgów jest wspaniałe: praca idzie szybko, prosto i można poszaleć z tkaniną: wybrać szalony wzór lub kolor albo pikowanie czy ozdobne odszywanie. Gdy obicie się znudzi lub zniszczy łatwo je wymienić. Idealne dla początkujących lub lubiących zmiany.

Podnóżek w trakcie renowacji

Dwa podnóżki do odnowienia

Odnowiony wcześniej podnóżek cieszy się u nas wzięciem. Najczęściej jest okupowany przez kotkę, choć reszta rodziny też ma swój udział w wygniataniu siedziska. Nie do pomyślenia, jak dawaliśmy sobie bez niego radę ;)
Aby zaradzić ubóstwu w temacie stołków kupiliśmy w piątek dwa następne. Oba identyczne, patyczaki na zgrabnych toczonych nóżkach ze zniszczonym, nieefektownym pokryciem. Czyste, o stabilnej konstrukcji, komplet za całe 35 zł. Moja ulubiona okazja typu „Niemiec płakał jak wyrzucał” :) 

Na zdjęciach jest tylko jeden, drugi uległ zapałowi Zbyszka zanim zdążyłam je obfotografować. Zostało z niego siedzisko obite żółtym sztucznym futrem. Myślałam, ze to poidszewka czy wypełnienie, ale to raczej pierwotny materiał wierzchni – zapewne „nasze” futrzaki dostały kolorową, zewnętrzną tapicerkę w latach 90-tych. Oto link do sklepu sprzedającego bardzo podobny podnóżek: http://bomdesignfurniture.com/vintage/sixties-vintage-wooden-foot-stool/:

Sixties-vintage-wooden-foot-stool

Sixties vintage design wooden foot stool € 95,00 Vintage wooden foot stool from the 1960s in good condition. Dimensions: height 44 cm, length 52,5 cm, width 32,5 cm.

Cena 95 € zupełnie nie przystaje do polskich warunków, natomiast odzwierciedla modę na meble mid-century modern.

Etapy odnawiania podnóżka:

  • odkręcenie nóg, zeszlifowanie lakieru

Chcieliśmy zmienić barwę drewna, więc trzeba było starą farbę całkowicie usunąć. Wszelkie pozostałości starego lakieru spowodowałyby plamy podczas bejcowania lub lakierowania. Gdy planujemy malowanie farbą kryjącą, można nieco odpuścić. Mimo, że Zbyszek używał szlifierki kątowej i nóżki były niewielkie, czyszczenie trwało parę godzin. Zastosowany lakier chemoutwardzalny był bardzo twardy, lepsza byłaby opalarka lub pozostawienie oryginalnego lakieru i wypolerowanie go do połysku. Był to chyba najbardziej żmudny i czasochłonny etap pracy, a i tak nie wyszło idealnie.

  • zerwanie pokrycia, wewnętrznej wyściółki, usunięcie wszystkich zszywek, a potem gąbki

Znowu nieprzyjemna, brudna praca, na szczęście poszło szybko. Zszywki usuwałam śrubokrętem o rozdwojonej końcówce, ułamane resztki kombinerkami. Pod tkaniną było żółte sztuczne futro, zszywki były w nim niewidoczne, więc podważałam śrubokrętem wyszarpywałam materiał razem ze zszywkami. Naturalnie wszystkie tekstylia natychmiast powędrowały do śmieci.

  • oszlifowanie drewnianego stelaża

Szybki etap: chodziło o usunięcie ułamanych zszywek i resztek kleju mocującego gąbkę.

  • lakierowanie

Oryginalny kolor nóżek nie pasował, był zbyt żółty i za jasny. Wybraliśmy lakierobejcę w kolorze teak, z drewna teakowego mamy też stół przy kanapie. Jest to charakterystyczna barwa mebli z połowy ubiegłego wieku. Ciepły, intensywny kolor nóg będzie kontrastował z jasną tkaniną obiciową jaką wybrałam na pokrycie siedziska.

  • przycięcie i przyklejenie gąbki

Gąbka docięta ząbkowanym nożem do pieczywa, przyklejona butapremem – klej tapicerski w sprayu już się skończył. 

BHP (Bezpieczeństwo i Higiena Podnóżka)

Jak widać na zdjęciach, zakupione meble przechowujemy oraz odnawiamy na zewnątrz albo w piwnicy. Uważnie je oglądam, czy nie mają śladów bytowania owadów. Raz mi się zdarzyło znaleźć kilka dziurek po kołatku na ramie obrazu, posmarowałam więc ramę preparatem na szkodniki drewna i całość zawinęłam w folię. Pluskiew na szczęście nie spotkałam. Zimą szlifowanie odbywa się w kotłowni, tam pył nie jest żadnym problemem. Tapicerkę usuwam mając na rękach rękawiczki, chroni to przed skaleczeniem i brudem. Dopiero czyste, wyszlifowane drewno wnoszę do mieszkania. Wszystkie części tekstylne są wymieniane, zatem odnowionym meblom można nadać certyfikat BHP :D

Co słychać pod choinką?

Mruczenie :)

Gieniu, jak zwykle lubi ciepłe, miękkie meble. Choinka, jak co roku sztuczna, niezbyt ładna, ale nie mam parcia na tzw. „żywą choinkę”. Jaka ona żywa? Od kiedy usychanie i gubienie igieł są objawami życia? Nie jestem przeciwna wycinaniu drzew, ani korzystaniu z zasobów przyrody, ale niezbyt lubię celebrę z udziałem umierających roślin; nawet kwiaty wolę dawać i dostawać w doniczkach. Gdyby jeszcze choinki pochodziły od lokalnych producentów: chłopa, który posadził trochę świerków czy jodeł na nieużytku byłoby to sensowne i „nawet ekologiczne”. Niestety „dzikie” iglaki nie zawsze byłyby katalogowo piękne: nierównomiernie rozrośnięte, od dołu puste bo zające wygryzły zimą młode pędy, a do tego gałązki zniekształcone przez ochojniki, osłabione przez mszyce… 

Drzewka na rynkach i w sklepach pochodzą z dużych plantacji, które niewiele maja wspólnego z lasem. Monokultura, nawożenie i opryski z pestycydów nie sprzyjają przyrodzie. Do tego duża część choinek trafiających do naszych domów produkowana jest (bo trudno napisać, że naturalnie rośnie) w Danii. Co wspólnego z sensowna gospodarką i troską o przyrodę ma przewożenie drzewek przez pół Europy? Nie mamy swoich terenów, nie mamy bezrobotnych, który mogliby pracować na plantacjach? O co tu chodzi? Pewnie o pieniądze, których widać jako społeczeństwo mamy za dużo.  Nic nie mam do osób, które nie wyobrażają sobie świąt bez pachnącego świerku, ale trzeba czasem wyjść poza marketingowe czy tradycyjne stereotypy, myśleć i wybierać świadomie. 

Pożytki ze „zwracania przyrodzie” wykorzystanych drzewek, czyli sadzenia iglaków kupionych w doniczkach do ziemi, są dyskusyjne. Rośliny najczęściej wykopywane i przesadzane do doniczek przed sprzedażą, mają więc przycięty system korzeniowy. Szok związany z przeniesieniem ich z zewnątrz do ciepłego, o wysuszonym powietrzu mieszkania jest tak ogromny, że drzewo budzi się, staje się nieodporne na mróz. Ma niewielkie szanse na przeżycie zimy. Może to i lepiej, bo wysadzane „partyzancko” na cudzej ziemi drzewa mogłyby po paru latach stać się poważnym kłopotem dla właściciela terenu. 

Plastikowa choinka ubrana jest w plastikowe, nietłukące bombki – w tym roku wyjątkowo nie szklane – za to zwierzę pod choinką jak najbardziej żywe. To nasza pierwsza gwiazdka z Gieną, nie wiedziałam jak kot zareaguje na dekoracje. Na szczęście opakowania po bombkach były dla niej większą atrakcją niż wspinaczka i demolka :)

P.S. Gienia ma zielone oczy, na pierwszym zdjęciu nie ma żadnej heterochromii, chłodne światło od okna barwi lewe oko na niebiesko, złoto-zielone oko pochodzi od ciepłego światła lampy.

P.S.2 O tym, że zdarzają się „dziwne” przygody z choinką można przeczytać tu: http://zielonykonik.blogspot.com/2012/12/wachaj-swoja-choinke.html 
http://swietaztesco.wp.pl/wid,18014089,swiateczne_porzadki.html?smgrfpb2014ticaid=118bc5