W pokoju pojawiły się już niektóre meble

Jak urządzić pokój nastolatki?

Przymierzamy się do urządzenia pokoju młodszej w domu na wsi. Córka ma 13 lat i artystyczną duszę. Pasować będzie coś boho-eklektyczno-modernistycznego. Ma być tanio, ale dobrze, więc nie będzie szybko: niespiesznie rozglądam się za meblami i dodatkami. Dom nie jest jeszcze zamieszkany, więc praca i relacja z urządzania pokoju nastolatki przeciągnie się do lata. 

Inspiracje znalazłam we wpisie Już ja wam urządzę to wnętrze vol. 2 – pokój nastolatki. Lubię bloga Już ja was urządzę za inspirujące wpisy, sensowne porady, staranne i fachowe prowadzenie. Polecam.

Pomieszczenie ma podobne wymiary i układ jak  pokój na blogu „Już ja was urządzę”, zasadniczo się jednak różni – tam był nadmiar, u nas pustka i brak podstawowych mebli. Z obecnych sprzętów zostanie jedynie łóżko, reszta jest do dokupienia. Ustawienie mebli i styl ma być zbliżone do tego, co Justyna zaproponowała swojej czytelniczce. Ściany – również zielone, na razie nie zostaną przemalowane. Są czyste i czeka nas jeszcze montaż kaloryferów. Miętowa zieleń, mimo że spokojna i obecnie modna (Agnieszka wybrała sobie ten kolor parę lat temu), nie jest najlepszym kolorem do tego pokoju. Okna wychodzą na wschód, po południu pokój jest dosyć ciemny. Wrażenie to pogłębia bliska ściana lasu. W zielonym świetle wszystko nabiera niezbyt zdrowego i smutnego wyglądu. Może dla rozweselenia zaszalejemy z majtkowym różem millenialsów na jednej ze ścian? ;) Na razie uznajmy jaśminową biel za docelowy kolor.

Na razie zdjęcia przed, robione w marcu oraz migawka jak pokój wygląda obecnie w czołówce wpisu. 

Jak urządzić pokój nastolatki - wygląd przed zmianami

Pokój nastolatki przed zmianami

Jak urządzić pokój nastolatki

Pokój przed zmianami

Najfajniejszy elelment umeblowania – widok z okna, w marcu czerwone dęby mają jeszcze nagie gałęzie, europejski dąb szypułkowy zachowuje uschnięte liście do wiosny

To samo okno, liście i trawa już podrosły, słońce zachodzi znacznie później i mamy więcej pięknego wieczornego swiatła

Pewnym wyzwaniem jest dobranie oświetlenia, tzn. żyrandola, bo odpowiednia lampa na biurko już jest, ino bez abażura :) Za to stara lampa – w skandynawskim stylu, kompletnie się nie nadaje. Pięknie wyglądała i świeciła u nas w kuchni nad stołem, ale jako główne oświetlenie pokoju odpada: ciemny sufit i jaskrawe światło żarówki są nieprzyjemne, a blacha zimna. Rozważałam dwie skrajne możliwości:egzotyczny rattanowy abażur, lub stylowy, mosiężny pająk. Wybór padł na kryształowy żyrandol, który po odświeżeniu prezentuje się całkiem nieźle. Opis malowania w następnym poście.

tapicerowany podnóżek i kot

Pikowany podnóżek – już odnowiony

Pierwszy z dwóch podnóżków gotowy do oceny: jak zwykle prezentuje i testuje Kota. Internetowa bestia lubi wygodę i wie, że na fejm w necie trzeba zapracować (zapozować) :)

Neutralna tkanina w ciepłym beżu wymaga ozdobnej formy, więc tym razem zdecydowałam się na pikowanie. Nie chciałam, aby materiał był zmarszczony, więc guziki dociągnęłam niezbyt silnie, za to obicie podczas przybijania do ramy naciągałam bardzo mocno. Na zdjęciu detalu widać zmarszczkę – pierwotne naciągnięcie zostało mocniej naciągnięte i przybite drugim rzędem zszywek. Jest sztywno i dosyć kiełbasiasto ;) niestety siedzisko straciło oryginalny wklęsły kształt. Drugi podnóżek obszyję tym samym materiałem, ale raczej w inny sposób. Być może wybiorę cieńszą i twardszą gąbkę (tu używałam resztek po Chierowskich: gąbki o twardości T35 i grubości 5 cm)  i brzeg wykończę wypustką.

Tapicerowanie takich drobiazgów jest wspaniałe: praca idzie szybko, prosto i można poszaleć z tkaniną: wybrać szalony wzór lub kolor albo pikowanie czy ozdobne odszywanie. Gdy obicie się znudzi lub zniszczy łatwo je wymienić. Idealne dla początkujących lub lubiących zmiany.

Podnóżek w trakcie renowacji

Dwa podnóżki do odnowienia

Odnowiony wcześniej podnóżek cieszy się u nas wzięciem. Najczęściej jest okupowany przez kotkę, choć reszta rodziny też ma swój udział w wygniataniu siedziska. Nie do pomyślenia, jak dawaliśmy sobie bez niego radę ;)
Aby zaradzić ubóstwu w temacie stołków kupiliśmy w piątek dwa następne. Oba identyczne, patyczaki na zgrabnych toczonych nóżkach ze zniszczonym, nieefektownym pokryciem. Czyste, o stabilnej konstrukcji, komplet za całe 35 zł. Moja ulubiona okazja typu „Niemiec płakał jak wyrzucał” :) 

Na zdjęciach jest tylko jeden, drugi uległ zapałowi Zbyszka zanim zdążyłam je obfotografować. Zostało z niego siedzisko obite żółtym sztucznym futrem. Myślałam, ze to poidszewka czy wypełnienie, ale to raczej pierwotny materiał wierzchni – zapewne „nasze” futrzaki dostały kolorową, zewnętrzną tapicerkę w latach 90-tych. Oto link do sklepu sprzedającego bardzo podobny podnóżek: http://bomdesignfurniture.com/vintage/sixties-vintage-wooden-foot-stool/:

Sixties-vintage-wooden-foot-stool

Sixties vintage design wooden foot stool € 95,00 Vintage wooden foot stool from the 1960s in good condition. Dimensions: height 44 cm, length 52,5 cm, width 32,5 cm.

Cena 95 € zupełnie nie przystaje do polskich warunków, natomiast odzwierciedla modę na meble mid-century modern.

Etapy odnawiania podnóżka:

  • odkręcenie nóg, zeszlifowanie lakieru

Chcieliśmy zmienić barwę drewna, więc trzeba było starą farbę całkowicie usunąć. Wszelkie pozostałości starego lakieru spowodowałyby plamy podczas bejcowania lub lakierowania. Gdy planujemy malowanie farbą kryjącą, można nieco odpuścić. Mimo, że Zbyszek używał szlifierki kątowej i nóżki były niewielkie, czyszczenie trwało parę godzin. Zastosowany lakier chemoutwardzalny był bardzo twardy, lepsza byłaby opalarka lub pozostawienie oryginalnego lakieru i wypolerowanie go do połysku. Był to chyba najbardziej żmudny i czasochłonny etap pracy, a i tak nie wyszło idealnie.

  • zerwanie pokrycia, wewnętrznej wyściółki, usunięcie wszystkich zszywek, a potem gąbki

Znowu nieprzyjemna, brudna praca, na szczęście poszło szybko. Zszywki usuwałam śrubokrętem o rozdwojonej końcówce, ułamane resztki kombinerkami. Pod tkaniną było żółte sztuczne futro, zszywki były w nim niewidoczne, więc podważałam śrubokrętem wyszarpywałam materiał razem ze zszywkami. Naturalnie wszystkie tekstylia natychmiast powędrowały do śmieci.

  • oszlifowanie drewnianego stelaża

Szybki etap: chodziło o usunięcie ułamanych zszywek i resztek kleju mocującego gąbkę.

  • lakierowanie

Oryginalny kolor nóżek nie pasował, był zbyt żółty i za jasny. Wybraliśmy lakierobejcę w kolorze teak, z drewna teakowego mamy też stół przy kanapie. Jest to charakterystyczna barwa mebli z połowy ubiegłego wieku. Ciepły, intensywny kolor nóg będzie kontrastował z jasną tkaniną obiciową jaką wybrałam na pokrycie siedziska.

  • przycięcie i przyklejenie gąbki

Gąbka docięta ząbkowanym nożem do pieczywa, przyklejona butapremem – klej tapicerski w sprayu już się skończył. 

BHP (Bezpieczeństwo i Higiena Podnóżka)

Jak widać na zdjęciach, zakupione meble przechowujemy oraz odnawiamy na zewnątrz albo w piwnicy. Uważnie je oglądam, czy nie mają śladów bytowania owadów. Raz mi się zdarzyło znaleźć kilka dziurek po kołatku na ramie obrazu, posmarowałam więc ramę preparatem na szkodniki drewna i całość zawinęłam w folię. Pluskiew na szczęście nie spotkałam. Zimą szlifowanie odbywa się w kotłowni, tam pył nie jest żadnym problemem. Tapicerkę usuwam mając na rękach rękawiczki, chroni to przed skaleczeniem i brudem. Dopiero czyste, wyszlifowane drewno wnoszę do mieszkania. Wszystkie części tekstylne są wymieniane, zatem odnowionym meblom można nadać certyfikat BHP :D

Co słychać pod choinką?

Mruczenie :)

Gieniu, jak zwykle lubi ciepłe, miękkie meble. Choinka, jak co roku sztuczna, niezbyt ładna, ale nie mam parcia na tzw. „żywą choinkę”. Jaka ona żywa? Od kiedy usychanie i gubienie igieł są objawami życia? Nie jestem przeciwna wycinaniu drzew, ani korzystaniu z zasobów przyrody, ale niezbyt lubię celebrę z udziałem umierających roślin; nawet kwiaty wolę dawać i dostawać w doniczkach. Gdyby jeszcze choinki pochodziły od lokalnych producentów: chłopa, który posadził trochę świerków czy jodeł na nieużytku byłoby to sensowne i „nawet ekologiczne”. Niestety „dzikie” iglaki nie zawsze byłyby katalogowo piękne: nierównomiernie rozrośnięte, od dołu puste bo zające wygryzły zimą młode pędy, a do tego gałązki zniekształcone przez ochojniki, osłabione przez mszyce… 

Drzewka na rynkach i w sklepach pochodzą z dużych plantacji, które niewiele maja wspólnego z lasem. Monokultura, nawożenie i opryski z pestycydów nie sprzyjają przyrodzie. Do tego duża część choinek trafiających do naszych domów produkowana jest (bo trudno napisać, że naturalnie rośnie) w Danii. Co wspólnego z sensowna gospodarką i troską o przyrodę ma przewożenie drzewek przez pół Europy? Nie mamy swoich terenów, nie mamy bezrobotnych, który mogliby pracować na plantacjach? O co tu chodzi? Pewnie o pieniądze, których widać jako społeczeństwo mamy za dużo.  Nic nie mam do osób, które nie wyobrażają sobie świąt bez pachnącego świerku, ale trzeba czasem wyjść poza marketingowe czy tradycyjne stereotypy, myśleć i wybierać świadomie. 

Pożytki ze „zwracania przyrodzie” wykorzystanych drzewek, czyli sadzenia iglaków kupionych w doniczkach do ziemi, są dyskusyjne. Rośliny najczęściej wykopywane i przesadzane do doniczek przed sprzedażą, mają więc przycięty system korzeniowy. Szok związany z przeniesieniem ich z zewnątrz do ciepłego, o wysuszonym powietrzu mieszkania jest tak ogromny, że drzewo budzi się, staje się nieodporne na mróz. Ma niewielkie szanse na przeżycie zimy. Może to i lepiej, bo wysadzane „partyzancko” na cudzej ziemi drzewa mogłyby po paru latach stać się poważnym kłopotem dla właściciela terenu. 

Plastikowa choinka ubrana jest w plastikowe, nietłukące bombki – w tym roku wyjątkowo nie szklane – za to zwierzę pod choinką jak najbardziej żywe. To nasza pierwsza gwiazdka z Gieną, nie wiedziałam jak kot zareaguje na dekoracje. Na szczęście opakowania po bombkach były dla niej większą atrakcją niż wspinaczka i demolka :)

P.S. Gienia ma zielone oczy, na pierwszym zdjęciu nie ma żadnej heterochromii, chłodne światło od okna barwi lewe oko na niebiesko, złoto-zielone oko pochodzi od ciepłego światła lampy.

P.S.2 O tym, że zdarzają się „dziwne” przygody z choinką można przeczytać tu: http://zielonykonik.blogspot.com/2012/12/wachaj-swoja-choinke.html 
http://swietaztesco.wp.pl/wid,18014089,swiateczne_porzadki.html?smgrfpb2014ticaid=118bc5

Ciasto-choinka z makiem i bakaliami :)

Nasza choinka z ciasta i maku – zanim zostanie zjedzona ;)

Bardzo proste i szybkie wykonanie, wystarczy dwa płaty gotowego ciasta francuskiego przełożyć masą makową, wyciąć kształt choinki, ponacinać i skręcić gałązki. Mnie wyszły dwie piękne choinki, akurat na dwie wigilie. Na zdjęciu otwierającym wpis – nieco mniejsza, z resztek, na drugim, niżej – pierwsza, okazalsza. Obie równie smaczne :)

Wesołych świąt,
odpoczynku aby nabrać dystansu do świata,
domowego ciepła i bliskości ukochanych.

Polowiec szachownica - motyle lata

Motyle – fotografie z minionego lata

Zimno i ponuro dzisiaj, złota jesień minęła, śnieżna zima przed nami, na rozgrzewkę parę kolorowych ujęć z lata.
Minione lato było owocne w fotograficzne trofea, motyle dosyć licznie pojawiły się w Annopolu, zresztą chyba panował na nie ogólny urodzaj. Ważki – standardowo mnóstwo przeobrażeń z maja i czerwca, do mamy tego sporo ciekawych zdjęć „brzydali”: szarańczaków, chrząszczy, muchówek. Spotkania z owadami to nie tylko fotografowanie, gdy warunki nie sprzyjają, panuje upał i jaskrawe światło można obserwować zwyczaje insektów. To jak żyją, polują, troszczą się o los potomstwa. Wystarczy się pochylić nad niepozorną stertą piachu, zajrzeć między gałązki czy w trawę. Wszędzie wokół nas jest pełno autentycznego, dzikiego życia. Zachęcam do zainteresowania się mikroświatem.
Zdjęcia w większej rozdzielczości, w pełni szczegółowe na Flickerze.

Na pierwszy ogień idą motyle

Więcej…

Surowa mina testerki

Podnóżek – czy przejdzie testy wygody?

Podnóżek po renowacji przechodzi surowe testy: 

W poprzednim poście pisałam, że po odnowieniu podnóżek wydał mi się niedokończony, nijaki. Miałam pomysł, aby go ozdobić naszywając guziki. Mniej więcej tak:  Więcej…

macro black&white b&w modraszek ikar

Na łowach – macro black&white

Bawię się kolorami swoich zdjęć, lecz zafascynowały mnie również możliwości i ograniczenia czarno-białych fotografii makro. Częste są opinie, że przyroda, a szczególnie makro tracą gdy pokazywane są w black&white.

Owszem, tracą część informacji, lecz fotografia oprócz dokumentowania może oddziaływać na odbiorcę klimatem, kompozycją, napięciem. Czyli – tracąc kolor możemy wiele zyskać. Drobny problem – jak to zrobić…

Przedstawiam jedno, może nie spośród najlepszych, ale na pewno ulubionych zdjęć. Poranne fotografowanie, miejsce – zarośnięte chwastami okolice torów, parę modraszków budzących się ze snu na kwiatostanach traw. Modraszki łatwo oswajają się z obecnością człowieka, chętnie pozują i można, używając patyczka, je przenieść na inne miejsce. Próbowałam przesadzić motylka na rozkwitający bniec. Odleciał. Następny też. Za drugim razem został, a po chwili uspokoił się, obrócił  głową w dół i znieruchomiał. Po chwili zrozumiałam powód niepokoju motyli: kwiat był schronieniem pajączka, który też miał ochotę na  łowy. Gdyby sytuacja była naturalna – nie zareagowałabym, ale nie mogłam pozwolić aby mój podopieczny stał się śniadaniem. Zepchnęłam pająka niżej i fotografowałam motylka. On jednak nie zrezygnował, skradał się do kuszącej ofiary. Oczywiście tym razem pająk obszedł się smakiem, choć jestem pełna uznania dla jego sprytu i instynktu modraszka, wiedzącego że takie kwiaty nie są bezpieczne.

Dla mnie to scena ukrytego zagrożenia nadającego banalnej scence „motylek na kwiatku” głębszej treści. 

Poniżej – mające wywołać wyłącznie wrażenia estetyczne, zdjęcie w dwóch wersjach kolorystycznych; inny przykład macro black&white w poście Arachnofobia.

Modraszek ikar (Polyommatus icarus)  Modraszek ikar (Polyommatus icarus)

Renowacja tapicerowanego podnóżka

Renowacja tapicerowanego podnóżka

Zakończywszy renowację foteli Chierowskiego poczuliśmy się mocarzami w tapicerstwie ;)
Oprócz zapału i dobrego samopoczucia pozostało nam jeszcze trochę materiałów: gąbka, owata, klej i kupione wcześniej resztki tkanin obiciowych. Chciałam je wykorzystać przy szybkiej odnowie bardzo nam potrzebnego mebelka: podnóżka. Na targowisku często spotykamy podnóżki niezbyt różniące się konstrukcją czy wymiarami, więc łatwo było wybrać kandydata. 

Usuwanie starego obicia

nie było przyjemne: stołeczek kupiony w obwoźnym salonie antyków pod chmurką, a że z tej chmurki ostatnio padało, pokrycie zatęchło. Fuj. Na dworze było to niewyczuwalne, gorzej podczas pracy w piwnicy. Na szczęście stare gwoździki dały się dosyć sprawnie wyjąć obcęgami. Potem śmierdzące materiały poszybowały do śmieci, a podnóżkiem zajął się Zbyszek. Usunął sprężyny, zamiast nich na spodzie przybił plecionkę z taśmy. Wybił nóżki, wyczyścił drewno cykliną, a potem szlifierką, skleił i pomalował stelaż. Ze starego podnóżka pozostały tylko drewniana ramka i nóżki. Oraz idea :D

Następnego dnia tapicerowanie:

na taśmy dałam mocny materiał jako podkład, do tego przykleiłam gąbkę a potem nałożyłam owatę. Na pokrycie wybrałam neutralną tkaninę, dopasowaną do foteli i wystroju naszego pokoju dziennego: dobrą gatunkowo szenillę w kolorze złamanej bieli. Brzeg materiału podwinęliśmy pod spód i przymocowaliśmy zszywkami. Najlepiej robić to w dwie osoby – ja naciągałam, a Zbyszek przybijał, potem już tylko pozaszywałam zakładki. Nie używałam maszyny do szycia, na rogach są zakładki zaszyte ręcznie.

Efekt:

Podnóżek wyszedł zgrabny, wygodny, starannie wykończony i… nijaki. Niby taki ma być, nie wyróżniać się we wnętrzu bogatym we wzory i kolory, ale trochę brakuje mu sznytu – detalu nadającego charakter. Takim detalem będą guziki, ale na nie podnóżek musi jeszcze zaczekać. 

Kupiony w piątek, już w sobotę wieczorem w użyciu. Szybki zakup, szybka metamorfoza niewielkim wysiłkiem, 100% funkcji i wygody. Bardzo fajny mebelek, w szałowym obiciu i kolorze miałby szansę zabłysnąć, pewnie jeszcze parę stołeczków odnowimy.

Odnowione fotele Chierowskiego 366 w etnicznej tapicerce

Fotele Chierowskiego w stylu suzani

Entuzjazm po zakupie foteli Chierowskiego 366 i wstępnym oczyszczeniu drewna stelaży wygasł na dosyć długo. Na czas wakacji wyprowadziliśmy się na wieś, brak było czasu i okazji aby dokończyć pracę, ale przede wszystkim nie mogłam się zdecydować, jak mają one ostatecznie wyglądać. 
Oferta aukcji i sklepów tapicerskich rozczarowywała: nie widziałam tkaniny pasującej do stylu foteli i naszych mieszkań oraz równocześnie dobrej jakości i w znośnej cenie. Wahałam się, czy pójść po linii najmniejszego oporu i dać pospolitą, lecz bezpieczną jodełkę albo pepitkę, czy kupić gładki welur w głębokim kolorze kamieni szlachetnych, czy może zaszaleć ze wzorami. Ostateczny wzór podobał mi się od początku, tylko… brakowało odwagi ;)

Zniechęcenie najdobitniej dało o sobie znać, gdy nadarzyła się okazja kupna oryginalnych skandynawskich foteli w dobrym stanie i z poduchami nakładanymi na drewniany stelaż. Obszycie takich poduch byłoby pestką w porównaniu z nieznaną nam jeszcze pracą przy tapicerce modelu 366. Myślałam sobie: „mielibyśmy ciekawe, niepospolite fotele, inne niż nasza PRL-owska masówka… w internetach pełno chierowskich i lisków w  szarościach czy opartowych drukach… nuuuuda… gdzie ten hipsterski indywidualizm…”

Po odnowieniu widać wszystkie atuty foteli 366,

powód ich ogromnej popularności w latach 60-70tych oraz obecnie: zgrabny, proporcjonalny kształt nieprzytłaczający w niewielkich wnętrzach, smukłość nóżek, lekkość i ergonomia. Fotele są dla nas jedyne i niepowtarzalne – włożona praca i serce nadają im wartość emocjonalną, a oryginalna tapicerka – ciekawy wygląd.

Dla swoich foteli wybrałam obicie nawiązujące do wzorów suzani.

Suzani to bogato haftowane środkowoazjatyckie tkaniny dekoracyjne. W Uzbekistanie, Tadżykistanie, Kazachstanie od pokoleń kobiety wyszywały wzory solarne, symetryczne okręgi, motywy z rajskiego ogrodu na kapach i zasłonach będących ważną częścią posagu panny młodej, przynoszących szczęście i stanowiących lokatę kapitału. O fotelach w obiciu suzani można jeszcze poczytać i pooglądać na blogu Odnawialnia

Motywy suzani na „moim” żakardzie ugrzeczniono, dostosowano do wymogów  masowej produkcji i tkaniny z metra, ale nadal można rozpoznać charakterystyczne cechy: bajeczne kolory, stylizowane rozety, liście i wzory kwiatowe. Etniczne, wyraziste wzory miały ożywić prowizorycznie urządzony dom na wsi, lecz po ustawieniu ich w naszym pokoju dziennym zapragnęłam zostawić je na dłużej. Pasują do teakowej ławy przykrytej albańskim ludowym kilimem, a nawet nie gryzą się z wełnianym dywanem w orientalne wzory. Jednak takie natężenie wzorów przytłacza niewielki pokój. Aby fotele zostały, trzeba odświeżyć wystrój. Wymienić dywan i wstawić inny stolik pod telewizor. Stare fotele wyjadą na wieś i dostaną nowe, jasne pokrycia. Na to potrzebny jest czas i akceptacja męża. Na razie prezentuję zdjęcia foteli na tarasie, a w poprzednim poście – w kuchni, na tle błękitnej ściany.

Po długaśnym wstępie, czas na meritum: subiektywna ocena pracy.

Będzie krótko: jestem zadowolona. Bardzo. Pierwsze meble tapicerowane odnowione przez nas i do tego z pełnym powodzeniem. Sukcesem jest nauka, ale i wykonanie: mogę wskazać parę drobiazgów, które dałoby się zrobić lepiej, ale są to naprawdę drobiazgi. Tapicerowanie pierwszego fotela trochę trwało, za to drugi poszedł migiem. Najwięcej czasu i nieprzyjemnej, brudnej pracy wymagało czyszczenie, szlifowanie drewna, usuwanie starej tapicerki, wyjmowanie gwoździ i zszywek. Potem już jest szybciej i czyściej: malowanie, szycie, klejenie gąbki. Nabraliśmy chęci na więcej: teściowa ma dwa chierowskie, a został jeszcze kawał drogiej pianki. Stare meble uzależniają.

Nie lubię nic marnować – z resztki materiału uszyłam poduszkę, do wypełnienia użyłam ścinków pianki oraz owaty. Takie wypełnienie jest dużo sztywniejsze i lepiej wygląda niż kupne wkłady, w których włóknina zbija się w niekształtne kłębki. Jak to mówią w lengłydżu: recykling i upcykling na 100% :)

 

Starsze wpisy